zmienianie się

Opublikowane dnia 31 lipca 2013 kategoria życie | jeden komentarz

Zastanawiałem się nad tym, jak trudno jest zmienić w życiu coś do czego jesteśmy przyzwyczajeni, jak trudno jest zmienić siebie, swoje zachowania czy cechy.

W jakiś sposób, upraszczając, można powiedzieć o dwóch grupach: zmiany, które są naturalne i nie wymagają motywacji oraz zmiany, do wprowadzenia których musimy wykonać pracę i silnie przy nich trwać.

Pierwsza grupa jest łatwa w adaptacji i praktycznie nie wymagająca wysiłku, ma ona swoje minusy – jest bardzo podstępna. Zdarza się, że zmiany te następują powoli, niezauważalnie, pod wpływek czegoś lub kogoś. I nie zawsze są to zmiany na dobre… Zmiany te mogą prowadzić wręcz do odmienienia nas samych na takim poziomie, że zatracamy w części to kim jesteśmy. Podstępnie, gdyż jak już zorientujemy się co się stało – zmiana już zaszła. Podstępnie, gdyż w jakiś sposób działo się to za naszym bezgłośnym przyzwoleniem i akceptacją.

Czasami wpada się tu w pułapkę, z której ciężko się wydostać, gdyż odzyskanie siebie wymaga wysiłki i jeszcze większej pracy – wpadamy w zmiany z grupy drugiej.

Zmienianie się świadome, ciężkie i żmudne. Mając cel i dążąc do niego, dzień w dzień, minuta w minutę – pamiętanie o tym że coś robimy, że w czymś trwamy.

Nie jest to proste… nie jest to przyjemne, często z regresjami… Dużo prób nie kończy się wcale, część tylko połowicznie. Ale są to zmiany, po osiągnięciu których jesteśmy z siebie dumni.

Dużo prościej jest się zmieniać kiedy ma się wsparcie zaufanych osób, często bliskich. Ale jak to zawsze bywa, i tu jest różnie. Znajdują się tacy, co w imię motywacji potrafią doprowadzić do katastrofy – często nie zdając sobie sprawy co właśnie zrobili. Zaraz ktoś powie, że jak jest silna wola zmian, to nikt na to nie wpłynie – ale to nie jest prawda, szczególnie jak jest to osoba, której bardzo ufamy. Przypomina mi się od razu stare hasło „… Boże broń mnie przed przyjaciółmi, z wrogami sobie poradzę…”.

Dlaczego o czymś takim piszę? Z kilku powodów, raz żeby uporządkować swoje myśli i refleksje, dwa że miałem ostatnio kilka bardzo ciekawych rozmów, kiedy zobaczyłem oba typy zmian – jak bardzo jaskrawe i znane.

Zmiany powolne, i dobre i złe… zmiany ciężkie – zakończone i porzucone.

Budujące jest to jak ludzie zmieniają się na dobre pod wpływem kogoś komu ufają, kogoś kto ich szanuje i nigdy nie wykorzysta. Radość daje jak się widzi osobę, która nie wiedziała co ma ze sobą zrobić, na skraju całkowitego załamania, która zaczyna się śmiać, cieszyć… nie boi się wyjść z domu. Uśmiech na twarzy i otwartość na innych – tak bardzo zaraźliwe!

Po drugiej stronie szali są jednak i smutne rzeczy… kiedy ktoś poświęca się dla kogoś, poświęca siebie, swoje życie, zainteresowania i marzenia. Zmiana dla kogoś i pod wpływem kogoś…  Jak obserwuje się coraz większy smutek i dystans do świata. Zaklęte koło, spirala prowadząca w dół i w dół. Kiedy człowiek traci siły i ciężko mu już nawet powiedzieć czego tak naprawdę chce – zapomniał o tym, że może chcieć, żądać – że może żyć! Wtedy widać tak jaskrawie, czy ma się przyjaciół, czy jest ktoś kto wskaże drogę, wstrząśnie i pomoże.

I widać zmiany, jak ludzie dumnie, z podniesionym czołem – wiedzą że swoją ciężką pracą i wielkim wysiłkiem  osiągnęli cel… Cel o którym czasem nikt nie wie, ale widać jak ta droga odbiła się na twarzy i charakterze.  Ta podbudowa, wzmocnienie pewności siebie – ten dystans do problemu i wiedza, że wie jak coś pokonać. Widać jak to zmienia też sposób postrzegania świata, jak ta wiedza i doświadczenie zmieniają osobę, awansują ją – teraz jest kimś kto wie.

By mieć pełen obraz powinienem teraz opisać te niedokończone i porzucone zmiany, kiedy brakło siły lub motywacji. Ale nie, nie będę – bo to nie zawsze jest coś straconego, czasem jest wstępem, czasem jest tylko przerwą. Znam również takie przypadki, kiedy podjęcie decyzji wystarczyło – że to było tą konieczną zmianą –  w umyśle. Wtedy kiedy nagle, człowiek zaczyna dostrzegać, że jest coś przed nim, widzi nadzieję. Kiedy ma szansę zamknąć rozliczenia z przeszłością i wiedzieć że nie ma powrotu. Ten spokój wewnętrzny, ta lekkość i czasem radość…  przecież nie było zmiany, była tylko decyzja o jej rozpoczęciu…

 

 

więcej...

lekka zupa-krem z kalafiora

Opublikowane dnia 19 marca 2012 kategoria kuchnia | 2 komentarze

20120320-084620.jpg

Są takie dni, kiedy nie mm pomysłu co ugotować… A dziś akurat zbiegło się to z pusta lodówką.
Pusta lodówka bardzo motywuje do diety! Z drugiej strony, dzięki temu mam w większości świeże produkty.

Jako zapas „na czarna godzinę” w zamrażarce znalazłem opakowanie kalafiora. Czemu nie?
W małym garnku zanotowaliśmy wodę, lekko osoliłem i wrzuciłem około połowy paczki.
Po kilku minutach ugotowane różyczki kalafiora przerzucilem do blendera (nie odsączałem, wyjąłem łyżką ceszakową, nie wylewając wywaru).
Dodalem przyprawy: sól, pieprz, odrobinę lubczyuku, i dosłownie muśniecie gałki muszkatałowej, wszystko zalałek 3-5 łyzkami wywaru. Lekko zmieliłem (pulsacyjnie). Teraz dodałem 250ml jogurtu, jeszcze raz zmieliłem, dodając wywar w miarę potrzeb by uzyskać konsystencję kremowej zupy i pozbyć się grudek.

W miseczce, kem posypałem drobni pokrojoną pietruszką.

Zupa smakowala wyśmienicie z grilowaną/tostowaną kromką chleba, jeszcze smaczniejsza byłaby z grzankami – ale to dla tych co nie są na diecie.

Smacznego!

więcej...

pieczeń z indyka

Opublikowane dnia 4 marca 2012 kategoria kuchnia | brak komentarzy

Obiad na szybko, delikatny i dietetyczny.

  • 30-35 dag mięsa z piersi indyka
  • 1 duża papryka
  • 1 mała cukinia
  • 1-2 jajka
  • 3 ząbki czosnku
  • pieprz, sól, przyprawy do smaku
  • 2-3 łyżki bułki tartej

Paprykę i cukinię zmieliłem w maszynce do mięsa (największe sitko), delikatnie odcisnąłem aby pozbyć się nadmiaru wody. Następnie do tego samego pojemnika zmieliłem mięso z indyka razem z czosnkiem.

Do masy dodałem jajka i przyprawy, po wymieszaniu dodałem bułke tartą.

Warto masę na pieczeń paę minut wymieszać/wyrabiać – nabierze lepszej konsystencji i nie będzie się rozsypywać po upieczeniu.

Wyrobioną masę przekładamy do naczynia żaroodpornego lub foremki wysmarowanej oliwą i posypaną odrobiną bułki tartej.

Pieczemy 40-45 minut w temperaturze 160-170°C.

Po lekkim przestygnięciu pieczeń można wyjąć (ale nie trzeba. można kroić i przechowywać w naczyniu żaroodpornym czy foremce).

Podawać można ją z sałaką, ziemniakami czy chlebem. Po ostygnięciu, pieczeń w plasterkach idealnie nadaje sie na kanapki.

Smacznego!

więcej...

księżyc z dziś 17.o

Opublikowane dnia 3 marca 2012 kategoria Uncategorized | brak komentarzy

Ładna pogoda i bardzo dobra widoczność.

 

więcej...

rozbef na kanapki

Opublikowane dnia 29 lutego 2012 kategoria kuchnia | brak komentarzy

Ciągłe afery o przemysłowej czy zanieczyszczonej soli dodawanej do wędlin, czy własne doświadczenia z wędliną – która potrafi się już na drugi dzień po kupieniu zepsuć, zmuszają do tego by przerzucić się na własne wyroby.

Jako że wołowinkę lubię, a chuda nie jest zakazana na diecie… to i stwierdziłem że upiekę rozbef, który póżniej będzie można cienko kroić na kanapki.

W Makro udało się kupić bardzo ładną sztukę mięsa, wyrobu firmy Sokołów. Co ciekawe, nie jest to wołowina od razu po uboju a wiekowana, więc będzie miała głębszy i ciekawszy smak.

Dobrze upiec rozbef nie jest łatwo… Dobry i tani swego czasu robili w Ikei, ale tam mieli piekarniki kosmiczne z sondą i utrzymaniem wilgotności. W domu  mam tylko piekarnik gazowy, który i tak nierówno grzeje.

No to woreczek do pieczenia, wołowinka delikatnie posolona (by soki nie wyciekły) i natarta najnowszym nabytkiem przyprawowym – sumakiem.

Piekarnik rozgrzany do 180°C, pieczenie 45 minut…

Mięsko idealnie upieczone, soczyste i różowe w środku (nie, nie jest surowe).

Następnego dnia, pokrojone plasterki smakowały idealnie na kanapkach na śniadanie!

Smacznego!

więcej...

tołpyga

Opublikowane dnia 29 lutego 2012 kategoria kuchnia | brak komentarzy

Jako że dziś w Lidlu świeżą tołpygę nabyłem, to i pomysł na obiad sam się wcisnął.

 

Tołpygę włożyłem do woreczka do pieczenia, posypałem niewielką ilością soli, pieprzu i posiekaną natką pietruszki. Nic więcej nie trzeba by wydobyć aromat ryby. Rybkę wstawiłem na 20 minut  do rozgrzanego piekarnika (180°C).

Przygotowałem w całości – wydaje mi się, że podawanie dużego kawałka, dzielonego dopiero przy stole jest bardziej efektowne.

Na obiad – do podania z bukietem surówek i ziemniaczkami gotowanymi na parze.

Jak zostanie cokolwiek jeszcze (o ile) to rybka z surówką (z marchewki i jabłek) będzie na lekką kolację.

Smacznego!

więcej...

pieczone pulpety mięsne

Opublikowane dnia 4 lutego 2012 kategoria kuchnia | brak komentarzy

Sobota, leniwy dzień, ale jeść trzeba. No to skoro mam wołowinkę to trzeba zagospodarować!

Gotowana… nie – było, duszona… nie – też było, pieczona – o, może być. Pieczenie wołowiny łatwym zadaniem nie jest, bo i mięso musi być dobrej jakości no i trzeba mocno pilnować temperatury.

Alternatywa? Tak! Zmielić.

No to 250g mielonej wołowinki, do tego pół garści posiekanej pietruszki, jedno jajko, przyprawy – pieprz, sól, papryka, odrobina majeranku i rozmarynu. Wszystko razem wymieszane w miseczce.

Przy uzyciu dwóch łyżek stołowych, robimy małe pulpeciki i rozkładamy je na blachę wyłozoną papierem do pieczenia lub folią aluminiową.

Blachę wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180°C, pieczemy około 20 minut. Po tym czasie najlepiej sprawdzić czy już są upieczone w środku. Jeżeli chcemy je mieć ładnie przyrumienione z góry (a nie są), proponuję wstawić je jeszcze na 5 minut pod brojler.

Pulpety można podawać z ziemniakami, makaronem czy ryżem. Można polać je sosem (biały, ciemny, pomidorowy) – wszystko zależy od waszej inwencji!

Smacznego!

p.s.

wpis dedykowany komuś kto mnie do tego namawia cały czas… tak Muzo 😉

więcej...