ziemniak pieczony inaczej

Opublikowane dnia 13 listopada 2011 kategoria kuchnia | 2 komentarze

ziemniak pieczony inaczej

Jesień jeszcze jest, jednym z takich wspomnień z dzieciństwa było zbieranie ziemniaków na wsi. Taka „impreza” zawsze połączona była z dużym ogniskiem.

Paliło się w nim pęty i łodygi ziemniaków, które o tej porze były już wysuszone i łatwo się paliły. Ale skoro ognisko a na polu ziemniaki wszędzie leżały, to i od razu ich pieczenie było czymś oczywistym.

Pamiętam, jak brudnymi rękami odskubywało się przypieczoną skórkę (czasem pół ziemniaka było napdalone), i jadło się ze smakiem gorący, parujący środek. Co to był za smak!

Nie potrzeba było niczego więcej, ani soli ani przypraw a i tak smakowało.

Czasem udało się część ziemniaków wygrzebać z gorącego popiołu i donieść do domu. Czasem, bo zwykle na polu wszystkie już zdążyły zniknąć.

W domu, można było dokończyć ucztę popijając kwaśnym mlekiem lub polane śmietanką.

Kilka lat temu jadłem pieczonego ziemniaka na festynie w Wiedniu. Duże ziemniaki wielkości dwóch pięści dorosłego mężczyzny, podawane były przekrojone, z sosem śmietaniwym z czosnkiem (sotry sos) posypane suchymi upieczonymi wiórkami boczku i posypane żółtym serem. Smaczne, ale nie to samo c ten smak zapamiętany z dzieciństwa (pewnie dlatego że były widelce i mało było tego brudu)!

No ale w Warszawie ogniska się ne rozpali – za chwilę by się tu pojawiła straż miejska i pożarna, wolę nie ryzykować. Można by spróbować na grillu upiec, co nie było by takim głupim pomysłem, ale przypadkiem wpadłem na inny przepis i spróbowałem go zrobić.

Do przyrządzenia potrzebujemy:

  • 3-4 duże ziemniaki
  • 3-4 duże ząbki czosnku
  • łyżka świeżo poszatkowanego rozmarynu
  • łyżka świeżo poszatkowanego tymianku
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek
  • łyżka soli
  • łyżeczka świeżo zmielonego czarnego pieprzu
Dodatkowo, z narzędzi potrzebujemy ostry nóż i dwie pałeczki do jedzenia (tak!).
O ile rozmaryn i czosnek musi być świeży, to tymianek można użyć suszony (ale wiadomo, to jest tylko plan awaryjny).

Ziemniaków nie trzeba obierać, ale muszą być umyte.

No to zaczynamy. Czosnek należy rozetrzeć lub rozgnieść prasą, nie musi być to dokładnie jednolita masa, moim zdaniem powinno w niej być wiele różnej wielkości kawałków (niedużych) gdyż tylko dodadzą smaku.

W miseczne mieszamy razem roztarty czosnek, drobno poszatkowane zioła, sól i oliwę. W przepisie są 2-3 łyżki oliwy, aczkolwiek polecam dodać dwa razy więcej – zużyć tylko połowę oliwy i całość masy. Pozostałą aromatyczną oliwę, zostawić na koniec do polania już upieczonych ziemniaków – ten aromatyczny i świeży posmak czosnku tylko podkreśli ich smak.

Ale nie uprzedajmy faktów. Tak więc, przygotowana masa wygląda i pachnie przepysznie. Zostawiamy ją na chwilę, by się dobrze przegryła, a w tym czasie przygotowujemy ziemniaki.

Tutaj przydadzą się te dwie pałeczki, bierzemy ziemniaka, po obu jego stronach kładziemy pałeczki i kroimy bulwę na 2-3 milimetrowe paski. Dzięki pałeczkom, nie przekrajamy ich do końca, tylko tworzy się ładny i jednolity akordeon. Troszeczkę trzeba uważać na końcach – gdyż nie dostają one do końca i trzeba je delikatnie dociąć tak by nie odpadły od całości.

Jak już uporamy się ze wszystkimi kartoflami, możemy w nagrodę powąchać nasze zioła, łakoĶczuchy pewnie na tym nie poprzestaną i zaraz tam wepchną paluchy, no ale co tam – go for it – smaczna jest ta maczanka!

Ziemniaki przekładamy do szklanego naczynia żaroodpornego lub innej formy, jeżeli będzie metalowa to lepiej wcześniej wyłożyć ją pergaminem do pieczenia.

Teraz ziemniaki smarujemy ziołami, dbając by zalewa z kawałkami ziół dostała się pomiędzy poszczególne listki. Jeżeli zostanie nam jeszcze trochę masy – układamy ją na wierzchu. W tym momencie, ziemniaki można też posypać delikatnie grubą kamienną solą.

Zbliżenie na te smakowitości!

Ziemniaki wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200-200°C. Pieczemy je od 60 do 90 minut – w zależności od tego jak bardzo chcemy je mieć chrupkie i jak działa nasz piekarnik. To czy są gotowe można w bardzo prosty sposób sprawdzić wkładając długi szpikulec (np. taki do szaszłyków) pomiędzy listki w najgrubszym miejscu i sprawdzenie czy ziemniak jest tam już miękki.

Nadmiar masy, który został położony na górze ziemniaka powinien stwardnieć i wyschnąć. Ale jego chrupiąca i słony smak tylko działają na plus całości.

Teraz można go jeszcze polać delikatnie tą oliwą, która mogła nam zostać z masy ziołowej – ale jest to całkowicie opcjonalne. Kwaśne mleko jednakże nie jest tu złym dodatkiem!

Mam nadzieję, że się spodoba przepis. Smacznego!

2 komentarze

  1. ślinka Cieknie… ale tych z ogniska nic nie zastąpi

  2. Dla mnie pomysł super!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *