Wpisy w Listopad, 2011

lekka kolacja z porami

Opublikowane dnia 13 listopada 2011 kategoria kuchnia | brak komentarzy

lekka kolacja z porami

Na szybko, lekkie danie – idealnie na kolację (w sumie samo warzywo, więc spełnia wymagania Maćka, który prosił o warzywne przepisy).

W miarę lekkie, niewielka zawartość tłuszczu… z winem (ale w sumie bez alkoholu – bo odparował – co nie zabrania postawienia kielkiszka obok).

Polecam saute bez chleba czy ziemniaczków, tak by delektować się tylko smakiem samego pora.

więcej...

ziemniak pieczony inaczej

Opublikowane dnia 13 listopada 2011 kategoria kuchnia | 2 komentarze

ziemniak pieczony inaczej

Jesień jeszcze jest, jednym z takich wspomnień z dzieciństwa było zbieranie ziemniaków na wsi. Taka „impreza” zawsze połączona była z dużym ogniskiem.

Paliło się w nim pęty i łodygi ziemniaków, które o tej porze były już wysuszone i łatwo się paliły. Ale skoro ognisko a na polu ziemniaki wszędzie leżały, to i od razu ich pieczenie było czymś oczywistym.

Pamiętam, jak brudnymi rękami odskubywało się przypieczoną skórkę (czasem pół ziemniaka było napdalone), i jadło się ze smakiem gorący, parujący środek. Co to był za smak!

Nie potrzeba było niczego więcej, ani soli ani przypraw a i tak smakowało.

więcej...

ciabatta

Opublikowane dnia 7 listopada 2011 kategoria kuchnia | brak komentarzy

ciabatta

Naszło mnie na zrobienie ciabatty… nie wiem skąd i czemu, ale chyba dlatego że dawno nie piekłem i mnie kusiło!

W każdym razie zabrałem się w końcu do roboty.

Okazuje się, że przepis na ciasto i samo wykonanie nie są trudne, wymagają jedynie czasu. Ciasto robi się w dwóch etapach. W pierwszym etapie robi się zacier (Biga), w drugim końcowe ciasto (Ciabatta).

więcej...

psianka podłużna… pieczona

Opublikowane dnia 5 listopada 2011 kategoria kuchnia | brak komentarzy

psianka podłużna… pieczona

Nazwa przewrotna, ale jak napisałbym „bakłażan” albo „oberżyna” było by zbyt oczywiste!

Bakłażana lubię za jego smak i fakturę. W sezonie letnim, bardzo smaczny jest z grilla, teraz naszła mnie ochota na pieczony.

Kiedyś przeczytałem, że pieczony bakłażan nazywany jest „kawiorem biednych”, nie wiem czy to przez to jak wygląda po upieczeniu, ale na pewno nie jest zbliżony smakiem (no może jak ktoś go przesoli… ale wtedy ciężko mówić o smaku).

Najprostszy przepis, a jednocześnie jakże smaczny to upiec całego bakłażana w piekarniku. Ja zawijam go w folię aluminiową i wkładam do rozgrzanego piekarnika (180°C) około 45minut. Po tym czasie, należy sprawdzić czy jeszcze jest twardy. Jeżeli dotykając go czujemy, że nie ma formy twardej galaretki, podpiekamy go dłużej (15-20 minut).

Trzeba uważać, by nie spalić go za bardzo, ale to też nie przeszkadza – te przypalone kawałki (przypalone, nie spalone!) nadają ostrzejszego i wyrazistego smaku.

Co ciekawe, do pieczenia można użyć bakłażana, który nie jest pierwszej świeżości – taki pomarszczony (ale nie spleśniały) bardzo dobrze nadaje się do upieczenia.

Po upieczeniu bakłażana odstawiamy by lekko przestygł. Jak już będzie na tyle ostudzony by można go było dotnąć i się nie poparzyć, rozcinamy go wzdłuż i łyżką przekładamy cały upieczony srodek do miski. Nie potrzeba dużej wprawy by móc ładognymi ruchami oddzielić miąższ od skórki, tak by jej nie przerwać. Skórka jest odpadem, dodaje nieprzyjemnego gorzkiego smaku, ale nie musimy tu być super dokładni.

Otrzymany miąższ rozgniatamy, można go zmielić w jakimś food-procesorze, ale jest na tyle delikatny że nie jest to konieczne – mniej rozdrobnione kawałki nadadzą masie tylko ciekawej faktury.

Teraz trzeba doprawić do smaku, podstawowe przyprawy to pieprz i sól, ale uważajcie z solą, bo bakłażana można bardzo łatwo przesolić. Do wzmocnienia smaku można dodać jeszcze łyżeczkę soku z cytryny (to też zapobiegnie zbytniemu ciemnieniu masy) i łyżkę wytrawnej oliwy z oliwek.

Tak przygotowany miąższ można podawać jako dodatek do mięs, jeść samodzielnie z chelbem czy ziemniaczkami.

Innym jeszcze dodatkiem jest pasta z sezamu – tahina (czasem nazywana masłem sezamowym). Ostatnio można ją dostać prawie w każdym supermarkecie.

Dodanie paru łyżeczek tahiny do pasty z bakłażana, dodaje masie twardości i sezamowo-chałwowego smaku.

Otrzymana pasta przechowuje się w lodówce do dwóch tygodni (nałożyć do małych naczyń i polać oliwą, szczelnie zakręcić), można ją zamrażać, ale dużo smaczniejszy jest zawekowany w małych słoiczkach.

Smacznego!

więcej...