moda czy potrzeba

Opublikowane dnia 1 marca 2015 kategoria Uncategorized | brak komentarzy

Coraz czę­ściej spo­ty­kam się z tym, że ktoś robi w domu coś, co do tej pory kupo­wał w skle­pie…

Parę lat temu, takim „hitem” było pie­cze­nie chle­ba… a teraz? Teraz prak­tycz­nie wszyst­ko. Ogłaszane są rewo­lu­cje spo­żyw­cze, piw­ne czy gru­py maj­ster­ko­wi­czów. Nawet zaku­py — kie­dy zbie­ra­ją się lokal­ne gru­py i kupu­ją pro­duk­ty hur­to­wo.

Wypieki, sery, wędli­ny czy alko­ho­le — to pierw­sza z grup, dru­ga to ubra­nia, a trze­cia to ręko­dzie­ło. Oprócz tego coraz wię­cej dro­bia­zgów z drew­na czy pla­sti­ku robio­nych w domu. Coraz wię­cej małych i drob­nych rze­czy elek­tro­nicz­nych.

Ciężko mi oce­niać każ­dą z tych grup, ale sam widzę jak wpa­dłem w ten nurt robie­nia cze­goś same­mu.

Czemu ludzie to robią? Nie mam poję­cia, ale wiem cze­mu ja robię. Po pierw­sze, jest to cią­głe pozna­wa­nie i udo­wad­nia­nie sobie, że się potra­fi. Po dru­gie — satys­fak­cja z dobrze zro­bio­nej robo­ty. A po trze­cie… czę­sto dosta­je się pro­dukt wyż­szej jako­ści niż kup­ny.

O ile pierw­sze dwa są bez­dy­sku­syj­ne, o tyle trze­ci powód bywa subiek­tyw­ny, ale od cze­go są zna­jo­mi by poma­ga­li oce­niać?

Jogurt kupio­ny w skle­pie — jest od razu dobry i dostęp­ny od ręki, domo­wy… na to trze­ba zwy­kle parę dni pocze­kać. Czy jest smacz­niej­szy? Wydaje mi się, że tak ale obiek­tyw­nie dużej róż­ni­cy nie ma — w koń­cu mle­ko było kupio­ne w skle­pie. Niektórzy powie­dzą, że w domo­wym nie ma dodat­ków, nie ma sztucz­nej skro­bii, mle­ka w prosz­ku — no nie ma.

Domowa wędli­na? Też zale­ży do cze­go porów­nu­je­my. Jak do tej super­mar­ke­tów, to raczej nie ta liga, ale do pro­duk­tów regio­nal­nych — tu może być mniej­sza róż­ni­ca. Prawdziwe wędze­nie, czy to na zim­no czy cie­pło, nie da się porów­nać do prze­my­sło­we­go natry­ski­wa­nia far­bą. Ale nie­któ­rym bra­ku­je wil­got­no­ści i gala­re­to­wa­to­ści „komer­cyj­nych” wędlin, szpi­ko­wa­nych solan­ką czy alga­mi.

Piwo? No jest inne, czy to robio­ne z gotow­ców, czy eks­trak­tów albo zacie­ra­ne z żywe­go sło­du. Ma swo­ich prze­ciw­ni­ków i zwo­len­ni­ków.

Domowe wina i desty­la­ty? Też są, i to nawet dużo, mimo głu­pie­go pra­wa, któ­re nie pozwa­la na desty­la­cję dla sie­bie.

Co jest powo­dem tego, że nagle dużo ludzi decy­du­je się robić coś same­mu?

Cena? Chyba nie, bo robie­nie wszyst­kie­go z jako­ścio­wych pro­duk­tów kosz­tu­je. Mleko na jogurt — kosz­tu­je pra­wie tyle ile kup­ny jogurt, a prze­cież domo­wy trze­ba jesz­cze zro­bić (a czas też pie­niądz). Pół litra domo­we­go piwa z gotow­ca, zaczy­na się od 2.50 zł (nie wli­czam w to kosz­tów sprzę­tu). Ale dobre domo­we piwo, bywa droż­sze — od 10 do 30 zł za butel­kę (jako­ścio­we sło­dy, mar­ko­we droż­dże). Chleb domo­wy też jest droż­szy, bo robi się go mało, przez co kosz­ta wypie­ku są olbrzy­mie, przy małych kosz­tach pro­duk­tów.

Jakość? Raczej tak, ale prze­cież nie zawsze, czę­sto przy­my­ka się oko na małe czy więk­sze wady — „prze­cież to jest domo­we”.

Więc chy­ba coś inne­go… zaufa­nie? Przy tym co się wokół dzie­je i o tym co wycie­ka do pra­sy, prze­sta­je­my wie­rzyć pro­duk­tom w skle­pach.

Afery z nie­świe­żym mię­sem, dziw­ny­mi dodat­ka­mi do pro­duk­tów, oszu­ki­wa­nie na każ­dym kro­ku — to jest chy­ba coś co zaczy­na się uze­wnętrz­niać.

Ciężko jest nam wal­czyć o swo­je, mało kto będzie pro­te­sto­wał przed super­mar­ke­tem, że przez ich poli­ty­kę ceno­wą, pro­du­cen­ci tną jakość i cenę gdzie tyl­ko mogą. Wiara w poli­ty­ków też wyga­sła, bo oni jak już coś zro­bią to będzie albo na opak, albo zro­bią lepiej wszyst­kim, ale nie nam kon­su­men­tom.

Czy nie pro­ściej było by znieść wszyst­kie zaka­zy i niech prze­trwa­ją myślą­cy. To w szcze­gól­no­ści do wszyst­kich ostrze­żeń „kawa w kub­ku jest gorą­ca” czy „nie rób tego w domu”. Kiedyś tego nie było i wszyst­ko dzia­ła­ło…

Wracając do tytu­łu — tak mody jest tu wie­le — ale coraz jaśniej widać potrze­bę i brak napraw­dę dobrych pro­duk­tów. Kiedyś wyznacz­ni­kiem jako­ści była cena, a dziś cena jest jed­nym z narzę­dzi mar­ke­tin­go­wych: nie moż­na dać zbyt niskiej ceny, bo ludzie nie kupią myśląc że coś ma sła­bą jakość.

W blu­eci­ty orga­ni­zo­wa­ne są jar­mar­ki regio­nal­ne, gdzie sprze­da­wa­ne powin­ny być pro­duk­ty jako­ścio­we. No cóż, jest to też w więk­szo­ści for­mu­ła mar­ke­tin­go­wa, sam widzia­łem jak na wie­lu sto­iskach roz­pa­ko­wy­wa­ne są wędli­ny z Makro i sprze­da­wa­ne jako „domo­we”. Jeszcze parę lat temu, sto­su­nek sto­isk z „domo­wy­mi” i regio­nal­ny­mi pro­duk­ta­mi był na korzyść jako­ści, teraz cięż­ko zna­leźć dobre pro­duk­ty. Wędzone ryby — gdzieś z hur­tow­ni, mio­dy pośled­niej jako­ści, prze­two­ry robio­ne gdzieś na wiel­ką ska­lę, t tyl­ko ze zmie­nio­ną naklej­ką (albo i nie). Zniknęły wędli­ny i ryby wędzo­ne na zim­no, chle­by na zakwa­sie i bez polep­sza­czy. Nie ma już pier­ni­ków, któ­re robio­ne były ponad mie­siąc, nie ma praw­dzi­wych mazur­ków. Są za to obra­zy z Papieżem, szkieł­ka na dru­tach i chińsz­czy­zna z pod­ro­bio­ny­mi met­ka­mi.

Ale mimo tego, w szczy­cie nie da się prze­ci­snąć mię­dzy sto­iska­mi, mimo wszyst­ko znaj­du­je się wie­lu chęt­nych, może wła­śnie dla­te­go poja­wia się pospo­li­te rusze­nie i domo­we wyro­by — bo nie ma jak z tym wal­czyć, a cięż­ko jest odbu­do­wać zaufa­nie.

Więc ja popie­ram rewo­lu­cje domo­we. Jeżeli ktoś chce wymie­niać bar­te­ro­wo praw­dzi­we domo­we pro­duk­ty — dopisz­cie mnie do listy chęt­nych.

więcej...

hobby

Opublikowane dnia 23 lutego 2015 kategoria Uncategorized | brak komentarzy

Źle się dzie­je, jak hob­by sta­je się pra­cą, któ­ra zabie­ra z tego hob­by radość… trze­ba wte­dy jak naj­szyb­ciej szu­kać nowych zain­te­re­so­wań. Nie zawsze by się tym bawić, ale by ode­rwać i zła­pać choć odro­bi­nę dystan­su.

Czytałem nie­daw­no arty­kuł, gdzie opi­sa­no przy­pad­ki ludzi popa­da­ją­cych w depre­sję, któ­rej nikt z oto­cze­nia nie dostrze­gał. Zastanowiło mnie jak wie­le osób prze­cho­dzi przez takie sytu­acje, na ile zda­jąc sobie spra­wę z tego co się dzie­je a na ile nie.

W Polsce, nie­ste­ty, świa­do­mość tego, że psy­cho­lo­dzy czy psy­chia­trzy są potrzeb­ni zwy­kłym ludziom a nie tyl­ko psy­chicz­nie cho­rym, jest mała. Cały czas odbiór pomo­cy psy­cho­lo­ga, odbie­ra­ny jest nega­tyw­nie — albo jako wiel­ka ułom­ność albo fana­be­ria boga­tych. I tak Ci, co pomo­cy potrze­bu­ją, wsty­dzą się albo wręcz boją o tę pomoc popro­sić. Inni, pró­bu­ją sami sobie z tym radzić — z róż­ny­mi wyni­ka­mi.

Parę lat temu, odczu­łem na sobie co to jest depre­sja i jak bar­dzo potra­fi w życiu zamie­szać… przez to wyczu­lo­ny jestem na jej obja­wy wśród zna­jo­mych. Trudno jest prze­ko­nać kogo­kol­wiek na wizy­tę u spe­cja­li­sty. Przebrnięcie przez war­stwy ste­reo­ty­pów, prze­ła­my­wa­nie zaha­mo­wań, czy prze­ko­na­nie, że nie spła­wia się kogoś, tyl­ko w naj­uprzej­miej­szy spo­sób sta­ra się komuś pomóc — potra­fi wykoń­czyć — i fizycz­nie, i psy­chicz­nie.

Wracając do hob­by — u mnie musi być. Muszę mieć coś co pozwo­li mi na ode­rwa­nie się od zwy­kłych codzien­nych czyn­no­ści. Raz na tydzień, dwa — trze­ba się ode­rwać, zro­bić coś inne­go, coś o czym moż­na poroz­ma­wiać i nie będzie zwią­za­ne z żad­ny­mi obo­wiąz­ka­mi czy pra­cą.

Więc, jeże­li komuś zacznie prze­szka­dzać, że będę za dużo opo­wia­da­ło o jakiejś elek­tro­ni­ce, dru­kar­kach 3D, warze­niu piwa czy innych… to wybacz­cie — dla mnie to jest wła­śnie odskocz­nia.

Ostatnie mie­sią­ce nie były pro­ste, ach, ostat­nie kil­ka lat by moż­na powie­dzieć, ale cie­szę się tym co się dzie­je, odnaj­du­ję rado­ści w małych rze­czach — a w sumie to chy­ba jest naj­waż­niej­sze.

więcej...

dziwne dni

Opublikowane dnia 13 sierpnia 2014 kategoria Uncategorized | 3 komentarze

Czasem przy­cho­dzi reflek­sja, nad tym kim się jest i co się w życiu osią­gnę­ło. Niekoniecznie jako jakaś depre­sja, ale bar­dziej jako pod­su­mo­wa­nie — pró­ba okre­śle­nia gdzie się jest.

Ostatnie dni były bar­dzo cięż­kie, i mimo że smu­tek do zie­mi przy­ci­skał — znaj­do­wa­łem jakąś dziw­ną siłę do dzia­ła­nia… ale chwi­la bez pra­cy, bez zaję­cia — od razu prze­cho­dzi­ła w zadu­mę.

Czy coś osią­gną­łem? Czy coś po mnie zosta­nie? Czy ktoś zauwa­ży że mnie nie ma? Jak będą mnie pamię­tać? Jak wie­le bała­ga­nu zosta­nie po mnie?

Pytania, pyta­nia i pyta­nia…

Rozmowy z ludź­mi, wie­le osób — patrzę im w oczy i zasta­na­wiam się co o mnie myślą… Jak łatwo przy nie­któ­rych utrzy­mać kamien­ną twarz, nic po sobie nie poka­zy­wać. Jak nie­któ­rzy — nie muszą nic mówić, a w środ­ku wewnątrz sie­bie — roz­le­ga się krzyk i wycie.

I po jakimś cza­sie kolej­ne pyta­nia, kolej­ne myśli…

Co dalej? Czy same­mu, czy z kimś? Komu zaufać? Po co żyć? Czy jest dla kogo? Czy jest jakiś cel?

Dziwne te ostat­nie dni, tyle śmier­ci, tyle bólu… tyle myśli, tyle reflek­sji… tyle wspo­mnień. Dobrze że jest sen, choć na chwi­lę moż­na się ode­rwać, wyłą­czyć.

To takie dziw­ne, jak życie zmu­sza nas nagle do prze­war­to­ścio­wy­wa­nia, zmia­ny prio­ry­te­tów czy robie­nia tego cze­go nie bar­dzo chce­my zro­bić. A mimo wszyst­ko chęć bycia sobą, chęć podej­mo­wa­nia wła­snych decy­zji a nie tyl­ko pły­nię­cia z nur­tem.

Ciężko jest być sil­nym, potra­fić sobie radzić z tymi wszyst­ki­mi prze­ciw­no­ścia­mi. Zbierać się i żyć dalej. Mimo pytań, mimo wąt­pli­wo­ści, mały­mi kro­ka­mi naprzód.

Odpierać wspo­mnie­nia, wal­cząc w umy­śle z „co by było gdy­by”. Kwestionując sie­bie, swo­je dzia­ła­nia czy decy­zje. Ciężko odna­leźć się wśród tych wszyst­kich uczuć, któ­re mia­ły z cza­sem wyga­sać czy tych któ­re były i dalej drą­żą duszę. Czy moż­na zapo­mnieć o uczu­ciach? Czy napraw­dę czas leczy? Kiedy?

Czy kie­dyś będzie lepiej? Czy da się zapo­mnieć?

Czasem mam wra­że­nie, że żyje się dla kogoś, a mniej dla sie­bie — że wte­dy to ma sens. I jakoś tak dziw­nie patrzy się na oso­by, któ­re myślą tyl­ko o sobie. Czy oni mają rację? Czy ja się zawsze myli­łem?

I znów poja­wia­ją się pyta­nia o sens i cel życia.

Kolejne myśli, kolej­ne tema­ty… zacza­ro­wa­ny krąg, z któ­re­go cięż­ko się wyrwać.

więcej...

złość i bezsilność

Opublikowane dnia 12 kwietnia 2014 kategoria Uncategorized | brak komentarzy

budzi się czło­wiek cza­sem w nocy i myśli… zasta­na­wia się…

co kie­ru­je inny­mi, jakie mają cele, jak je chcą osią­gnąć — jakim kosz­tem i co robiąc…

Najprościej jest chy­ba zro­zu­mieć bez­względ­ne oso­by — takie któ­re wie­dzą cze­go chcą i wia­do­mo, że zro­bią wszyst­ko by ten cel osią­gnąć. Zwykle doty­czy to spraw mate­rial­nych ale nie zawsze… takim oso­bom chy­ba jest wte­dy naj­ła­twiej zaufać, gdyż wia­do­mo że cokol­wiek zro­bią, czy mając do wybo­ru róż­ne sce­na­riu­sze — zawsze wybio­rą ten naj­ko­rzyst­niej­szy dla nich.

Potem mamy ludzi któ­rzy są zwią­za­ni swo­ją moral­no­ścią, mają dyle­ma­ty, zasta­na­wia­ją się — tu już dużo trud­niej jest oce­niać, dużo trud­niej prze­wi­dzieć. Nie wia­do­mo czy zwy­cię­ży żądza czy mora­le, ale mniej wię­cej zna­jąc te oso­by moż­na z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa zna­leźć obsza­ry w któ­rych jed­no z dwoj­ga będzie sil­niej­sze.

No i mamy trze­cią gru­pę — Ci co mówią, że robią coś „dla Twojego dobra” — cał­ko­wi­cie nie­prze­wi­dy­wal­ni… w zależ­no­ści od tego co sobie wymy­ślą czy jak dziś będą moty­wo­wać swo­je czy­ny i dzia­ła­nia — takie będą podej­mo­wać decy­zje.

Smutne to jest, że wła­śnie dzia­ła­nia „w dobrym celu” dru­giej oso­by są zwy­kle dzia­ła­nia­mi dla nich nie­ko­rzyst­ny­mi. Nie rzu­caj­cie we mnie kamie­nia­mi za te sło­wa — ale tu nie zali­cza­ją się oso­by, któ­re są odda­ne dru­giej oso­bie i na przy­kład z miło­ści zro­bią wszyst­ko dla niej — takie oso­by zali­cza­ją się do pierw­szej z grup!

Skąd takie nega­tyw­ne nasta­wie­nie? Może z doświad­cze­nia? Jakoś ostat­nio dużo poja­wia się dzia­łań, któ­re są dla nasze­go dobra… i to pry­wat­nie i to na kra­jo­wym szcze­blu (aby dale­ko nie szu­kać: pod­słu­chy w imię naszej wol­no­ści, prze­rzu­ca­nie pie­nię­dzy z komer­cyj­nych fun­du­szy do zus-owskiej czar­nej dziu­ry itp.)

Dlaczego o tym piszę? Bo zawsze agre­syw­nie reagu­ję jak ktoś sta­ra się mną mani­pu­lo­wać, bym myślał tak jak ktoś chce, prze­krę­ca­nie fak­tów, zrzu­ca­nie odpo­wie­dzial­no­ści, pre­ten­sje czy wyrzu­ty. Nienawidzę mani­pu­la­cji, nie zno­szę kłamstw… Jeżeli ktoś podej­mu­je decy­zje — musi się liczyć z kon­se­kwen­cja­mi. Nie moż­na ocze­ki­wać, że kto inny po nich posprzą­ta i napra­wi to co popsu­te. Dlaczego ludzie nie bio­rą odpo­wie­dzial­no­ści za swo­je czy­ny? Czy to takie trud­ne? Czasem zwy­kłe przy­zna­nie się do błę­du i po pro­stu wyja­śnie­nie spra­wy potra­fi zdzia­łać cuda. Czasem trze­ba się napra­co­wać, po to tyl­ko by tyl­ko odzy­skać sza­cu­nek innych, cza­sem cięż­ką pra­cą i chę­cia­mi da się nawet rze­czy napra­wiać… Ale no bez prze­sa­dy nie ocze­kuj­my, że rzu­ca­nie fochem, i wma­wia­nie innym że to oni dopro­wa­dzi­li do cze­goś co jest kon­se­kwen­cją naszych dzia­łań roz­wią­że spra­wę.

Podobno mil­cze­nie jest trak­to­wa­ne jak przy­zwo­le­nie… dla­te­go piszę wszem i wobec — nie nie zga­dzam się, nie pozwo­lę by mi zarzu­ca­no coś cze­go nie zro­bi­łem, nie wezmę odpo­wie­dzial­no­ści za dzia­ła­nia i decy­zje innych. Jeżeli ktoś się z tym nie zga­dza — może mi to powie­dzieć w twarz — jestem pewien, że nie znaj­dzie żad­ne­go argu­men­tu by mnie prze­ko­nać.

Najgorsze, jest to, że nie­któ­rzy mylą uprzej­mość z ule­gło­ścią. Jeżeli robię coś dla kogoś, robię mu uprzej­mość, przy­słu­gę — to robię — jest to moja świa­do­ma decy­zja i liczę się z jej kon­se­kwen­cja­mi, jed­nak­że jak już ktoś sta­ra się to nad­użyć — dzi­wi się że dosta­je nega­tyw­ną odpo­wiedź… no prze­pra­szam, co to jest? Może nie zawsze myślę „co ja z tego będę miał” — ale w koń­cu i takie pyta­nie trze­ba zadać. Jakiekolwiek kon­tak­ty, związ­ki czy przy­jaź­nie bazu­ją na jakiejś wymia­nie — czy to uczyć, rze­czy czy czynów/usług… nawet miłość któ­ra jest jed­no­stron­na nie prze­trwa — musi być jakaś reak­cja zwrot­na, któ­ra dru­gą stro­nę będzie zado­wa­lać. Każda uprzej­mość ma swo­je gra­ni­ce…

Więc jeże­li do kogoś się nie odzy­wam, to nie zna­czy że to jest nie­me przy­zwo­le­nie, cza­sem po pro­stu to co się dzie­je, prze­ra­sta moje poj­mo­wa­nie i nie mam poję­cia co odpo­wie­dzieć w cen­zu­ral­nych sło­wach… jeże­li jesteś w takiej sytu­acji (nie, nie­ko­niecz­nie ze mną) to postaw się w roli tej dru­giej oso­by, zasta­nów się czy to co robisz nie jest mani­pu­la­cją, nie jest czymś co tę dru­gą stro­nę rani czy też jest jej dokucz­li­we… zasta­nów się i posta­raj się odwró­cić swo­je sło­wa — może wte­dy po zada­niu sobie pro­ste­go „co ja z tego mam”, nadej­dzie olśnie­nie i będziesz wie­dzieć co tak napraw­dę powie­dzieć i jakie są te pierw­sze kro­ki do prze­rwa­nia mil­cze­nia.

więcej...

so true…

Opublikowane dnia 20 października 2013 kategoria Uncategorized | jeden komentarz

z odro­bi­ną humo­ru 🙂

aYb4dwN_700b_v2

więcej...

nie mogę się nasłuchać

Opublikowane dnia 2 września 2013 kategoria życie | brak komentarzy

sło­wa tej pio­sen­ki bar­dzo mi się spodo­ba­ły…

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=d52qNS6-uEk[/youtube]

Happysad — Zanim pójdę

Ile jestem ci winien?
Ile poli­czy­łaś mi za swą przy­jaźń?
Ale kie­dy wszyst­ko już oddam, czy
będziesz szczę­śli­wa i wol­na czy…
będziesz szczę­śli­wa i wol­na czy…
Ale zanim pój­dę, ale zanim pój­dę,
ale zanim pój­dę chciał­bym powie­dzieć ci, że:

Miłość to nie plu­szo­wy miś ani kwia­ty.
To też nie dia­beł roga­ty.
Ani miłość kie­dy jed­no pła­cze
a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie
ani róże ani cału­sy małe, duże.
Ale miłość — kie­dy jed­no spa­da w dół,
dru­gie cią­gnie je ku górze.

Ile jestem ci winien?
Ile poli­czy­łaś mi za swą przy­jaźń?
Ile były war­te nasze sło­wa,
kie­dy pró­bo­wa­li­śmy wszyst­ko od nowa?
Kiedy pró­bo­wa­li­śmy wszyst­ko od nowa?
Ale zanim pój­dę, ale zanim pój­dę,
Ale zanim pój­dę chciał­bym powie­dzieć ci, że:

Miłość to nie plu­szo­wy miś ani kwia­ty.
To też nie dia­beł roga­ty.
Ani miłość kie­dy jed­no pła­cze
a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie
ani róże ani cału­sy małe, duże.
Ale miłość — kie­dy jed­no spa­da w dół,
dru­gie cią­gnie je ku górze…

Ale zanim pój­dę, ale zanim pój­dę,
Ale zanim pój­dę chciał­bym powie­dzieć ci, że:

Miłość to nie plu­szo­wy miś ani kwia­ty.
To też nie dia­beł roga­ty.
Ani miłość kie­dy jed­no pła­cze
a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie
ani róże ani cału­sy małe, duże.
Ale miłość — kie­dy jed­no spa­da w dół,
dru­gie cią­gnie je ku górze…

Miłość to nie plu­szo­wy miś ani kwia­ty.
To też nie dia­beł roga­ty.
Ani miłość kie­dy jed­no pła­cze
a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie
ani róże ani cału­sy małe, duże.
Ale miłość — kie­dy jed­no spa­da w dół,
dru­gie cią­gnie je ku górze…

więcej...

wspomnienia

Opublikowane dnia 18 sierpnia 2013 kategoria życie | brak komentarzy

wspomnienia

są w życiu chwi­le, o któ­rych chce się zapo­mnieć. zamknąć drzwi prze­szło­ści, nigdy już do nich nie wra­cać.

by wię­cej bólu nie czuć, by spo­kój zago­ścił w duszy. zamknąć i klucz wyrzu­cić, zatrza­snąć i nie powró­cić.

nie ma rado­ści i szczę­ścia, nie ma przy­szło­ści, kie­dy wspo­mnie­nia wra­ca­ją i zale­wa­ją oczy rze­czy­wi­sto­ści.

choć cięż­ko jest się pogo­dzić, cza­sem powal­czyć trze­ba, dło­nią, łok­ciem, kola­nem — zamknąć drzwi do wspo­mnie­nia.

zamknąć i klucz wyrzu­cić, zamknąć na czte­ry spu­sty, by spo­kój duszy odzy­skać, by blask rado­ści zabły­snął.

zamknij drzwi szczel­nie, by myśli… wspo­mnie­nia… nie wypeł­zły szcze­li­na­mi czy dziur­ką od klu­cza.

zamknij i nie pod­glą­daj… tam z dru­giej stro­ny jest odchłań. peł­na myśli i wspo­mnień, peł­na emo­cji i łez.

zapo­mnij o zdję­ciach, o listach, nie budź potwo­ra, niech zaśnie za drzwia­mi i śpi już na zawsze.

niech złu­dze­nie siły czy wia­ra w sie­bie, nie budzą pew­no­ści u cie­bie…

każ­de pęk­nię­cie, jest więk­sze niż wyglą­da, pamię­taj o kro­plach drą­żą­cych ska­łę…

naj­mniej­sze wspo­mnie­nie może popchnąć kamy­czek, któ­ry lawi­nę wywo­ła i postrzę­pi duszę.

nie daj się ponieść — dusza twa jest kru­cha, dbaj o nią i ostroż­nie patrz na wspo­mnień ducha.

Warszawa 18.08.2013

więcej...
Strona 1 z 612345...Ostatnia »