złość i bezsilność

Opublikowane dnia 12 kwietnia 2014 kategoria Uncategorized | brak komentarzy

budzi się czło­wiek cza­sem w nocy i myśli… zasta­na­wia się…

co kie­ruje innymi, jakie mają cele, jak je chcą osią­gnąć — jakim kosz­tem i co robiąc…

Najprościej jest chyba zro­zu­mieć bez­względne osoby — takie które wie­dzą czego chcą i wia­domo, że zro­bią wszystko by ten cel osią­gnąć. Zwykle doty­czy to spraw mate­rial­nych ale nie zawsze… takim oso­bom chyba jest wtedy naj­ła­twiej zaufać, gdyż wia­domo że cokol­wiek zro­bią, czy mając do wyboru różné sce­na­riu­sze — zawsze wybiorą ten naj­ko­rzyst­niej­szy dla nich.

Potem mamy ludzi któ­rzy są zwią­zani swoją moral­no­ścią, mają dyle­maty, zasta­na­wiają się — tu już dużo trud­niej jest oce­niać, dużo trud­niej prze­wi­dzieć. Nie wia­domo czy zwy­cięży żądza czy morale, ale mniej wię­cej zna­jąc te osoby można z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa zna­leźć obszary w któ­rych jedno z dwojga będzie silniejsze.

No i mamy trze­cią grupę — Ci co mówią, że robią coś „dla Twojego dobra” — cał­ko­wi­cie nie­prze­wi­dy­walni… w zależ­no­ści od tego co sobie wymy­ślą czy jak dziś będą moty­wo­wać swoje czyny i dzia­ła­nia — takie będą podej­mo­wać decyzje.

Smutne to jest, że wła­śnie dzia­ła­nia „w dobrym celu” dru­giej osoby są zwy­kle dzia­ła­niami dla nich nie­ko­rzyst­nymi. Nie rzu­caj­cie we mnie kamie­niami za te słowa — ale tu nie zali­czają się osoby, które są oddane dru­giej oso­bie i na przy­kład z miło­ści zro­bią wszystko dla niej — takie osoby zali­czają się do pierw­szej z grup!

Skąd takie nega­tywne nasta­wie­nie? Może z doświad­cze­nia? Jakoś ostat­nio dużo poja­wia się dzia­łań, które są dla naszego dobra… i to pry­wat­nie i to na kra­jo­wym szcze­blu (aby daleko nie szu­kać: pod­słu­chy w imię naszej wol­no­ści, prze­rzu­ca­nie pie­nię­dzy z komer­cyj­nych fun­du­szy do zus-owskiej czar­nej dziury itp.)

Dlaczego o tym piszę? Bo zawsze agre­syw­nie reaguję jak ktoś stara się mną mani­pu­lo­wać, bym myślał tak jak ktoś chce, prze­krę­ca­nie fak­tów, zrzu­ca­nie odpo­wie­dzial­no­ści, pre­ten­sje czy wyrzuty. Nienawidzę mani­pu­la­cji, nie zno­szę kłamstw… Jeżeli ktoś podej­muje decy­zje — musi się liczyć z kon­se­kwen­cjami. Nie można ocze­ki­wać, że kto inny po nich posprząta i naprawi to co popsute. Dlaczego ludzie nie biorą odpo­wie­dzial­no­ści za swoje czyny? Czy to takie trudne? Czasem zwy­kłe przy­zna­nie się do błędu i po pro­stu wyja­śnie­nie sprawy potrafi zdzia­łać cuda. Czasem trzeba się napra­co­wać, po to tylko by tylko odzy­skać sza­cu­nek innych, cza­sem ciężką pracą i chę­ciami da się nawet rze­czy napra­wiać… Ale no bez prze­sady nie ocze­kujmy, że rzu­ca­nie fochem, i wma­wia­nie innym że to oni dopro­wa­dzili do cze­goś co jest kon­se­kwen­cją naszych dzia­łań roz­wiąże sprawę.

Podobno mil­cze­nie jest trak­to­wane jak przy­zwo­le­nie… dla­tego piszę wszem i wobec — nie nie zga­dzam się, nie pozwolę by mi zarzu­cano coś czego nie zro­bi­łem, nie wezmę odpo­wie­dzial­no­ści za dzia­ła­nia i decy­zje innych. Jeżeli ktoś się z tym nie zga­dza — może mi to powie­dzieć w twarz — jestem pewien, że nie znaj­dzie żad­nego argu­mentu by mnie przekonać.

Najgorsze, jest to, że nie­któ­rzy mylą uprzej­mość z ule­gło­ścią. Jeżeli robię coś dla kogoś, robię mu uprzej­mość, przy­sługę — to robię — jest to moja świa­doma decy­zja i liczę się z jej kon­se­kwen­cjami, jed­nakże jak już ktoś stara się to nad­użyć — dziwi się że dostaje nega­tywną odpo­wiedź… no prze­pra­szam, co to jest? Może nie zawsze myślę „co ja z tego będę miał” — ale w końcu i takie pyta­nie trzeba zadać. Jakiekolwiek kon­takty, związki czy przy­jaź­nie bazują na jakiejś wymia­nie — czy to uczyć, rze­czy czy czynów/usług… nawet miłość która jest jed­no­stronna nie prze­trwa — musi być jakaś reak­cja zwrotna, która drugą stronę będzie zado­wa­lać. Każda uprzej­mość ma swoje granice…

Więc jeżeli do kogoś się nie odzy­wam, to nie zna­czy że to jest nieme przy­zwo­le­nie, cza­sem po pro­stu to co się dzieje, prze­ra­sta moje poj­mo­wa­nie i nie mam poję­cia co odpo­wie­dzieć w cen­zu­ral­nych sło­wach… jeżeli jesteś w takiej sytu­acji (nie, nie­ko­niecz­nie ze mną) to postaw się w roli tej dru­giej osoby, zasta­nów się czy to co robisz nie jest mani­pu­la­cją, nie jest czymś co tę drugą stronę rani czy też jest jej dokucz­liwe… zasta­nów się i posta­raj się odwró­cić swoje słowa — może wtedy po zada­niu sobie pro­stego „co ja z tego mam”, nadej­dzie olśnie­nie i będziesz wie­dzieć co tak naprawdę powie­dzieć i jakie są te pierw­sze kroki do prze­rwa­nia milczenia.

więcej...

so true…

Opublikowane dnia 20 października 2013 kategoria Uncategorized | jeden komentarz

z odro­biną humoru icon smile so true...

aYb4dwN 700b v2 376x400 so true...

więcej...

nie mogę się nasłuchać

Opublikowane dnia 2 września 2013 kategoria życie | brak komentarzy

słowa tej pio­senki bar­dzo mi się spodobały…

0 nie mogę się nasłuchać

Happysad — Zanim pójdę

Ile jestem ci winien?
Ile poli­czy­łaś mi za swą przy­jaźń?
Ale kiedy wszystko już oddam, czy
będziesz szczę­śliwa i wolna czy…
będziesz szczę­śliwa i wolna czy…
Ale zanim pójdę, ale zanim pójdę,
ale zanim pójdę chciał­bym powie­dzieć ci, że:


Miłość to nie plu­szowy miś ani kwiaty.
To też nie dia­beł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno pła­cze
a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość — kiedy jedno spada w dół,
dru­gie cią­gnie je ku górze.


Ile jestem ci winien?
Ile poli­czy­łaś mi za swą przy­jaźń?
Ile były warte nasze słowa,
kiedy pró­bo­wa­li­śmy wszystko od nowa?
Kiedy pró­bo­wa­li­śmy wszystko od nowa?
Ale zanim pójdę, ale zanim pójdę,
Ale zanim pójdę chciał­bym powie­dzieć ci, że:


Miłość to nie plu­szowy miś ani kwiaty.
To też nie dia­beł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno pła­cze
a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość — kiedy jedno spada w dół,
dru­gie cią­gnie je ku górze…


Ale zanim pójdę, ale zanim pójdę,
Ale zanim pójdę chciał­bym powie­dzieć ci, że:


Miłość to nie plu­szowy miś ani kwiaty.
To też nie dia­beł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno pła­cze
a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość — kiedy jedno spada w dół,
dru­gie cią­gnie je ku górze…


Miłość to nie plu­szowy miś ani kwiaty.
To też nie dia­beł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno pła­cze
a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość — kiedy jedno spada w dół,
dru­gie cią­gnie je ku górze…

więcej...

wspomnienia

Opublikowane dnia 18 sierpnia 2013 kategoria życie | brak komentarzy

wspo­mnie­nia

są w życiu chwile, o któ­rych chce się zapo­mnieć.
zamknąć drzwi prze­szło­ści, nigdy już do nich nie wracać.

by wię­cej bólu nie czuć, by spo­kój zago­ścił w duszy.
zamknąć i klucz wyrzu­cić, zatrza­snąć i nie powrócić.

nie ma rado­ści i szczę­ścia, nie ma przy­szło­ści,
kiedy wspo­mnie­nia wra­cają i zale­wają oczy rzeczywistości.

choć ciężko jest się pogo­dzić, cza­sem powal­czyć trzeba,
dło­nią, łok­ciem, kola­nem — zamknąć drzwi do wspomnienia.

zamknąć i klucz wyrzu­cić, zamknąć na cztery spu­sty,
by spo­kój duszy odzy­skać, by blask rado­ści zabłysnął.

zamknij drzwi szczel­nie, by myśli… wspo­mnie­nia…
nie wypeł­zły szcze­li­nami czy dziurką od klucza.

zamknij i nie pod­glą­daj… tam z dru­giej strony jest odchłań.
pełna myśli i wspo­mnień, pełna emo­cji i łez.

zapo­mnij o zdję­ciach, o listach, nie budź potwora,
niech zaśnie za drzwiami i śpi już na zawsze.

niech złu­dze­nie siły czy wiara w sie­bie,
nie budzą pew­no­ści u ciebie…

każde pęk­nię­cie, jest więk­sze niż wygląda,
pamię­taj o kro­plach drą­żą­cych skałę…

naj­mniej­sze wspo­mnie­nie może popchnąć kamy­czek,
który lawinę wywoła i postrzępi duszę.

nie daj się ponieść — dusza twa jest kru­cha,
dbaj o nią i ostroż­nie patrz na wspo­mnień ducha.

Warszawa 18.08.2013

więcej...

zmienianie się

Opublikowane dnia 31 lipca 2013 kategoria życie | jeden komentarz

Zastanawiałem się nad tym, jak trudno jest zmie­nić w życiu coś do czego jeste­śmy przy­zwy­cza­jeni, jak trudno jest zmie­nić sie­bie, swoje zacho­wa­nia czy cechy.

W jakiś spo­sób, uprasz­cza­jąc, można powie­dzieć o dwóch gru­pach: zmiany, które są natu­ralne i nie wyma­gają moty­wa­cji oraz zmiany, do wpro­wa­dze­nia któ­rych musimy wyko­nać pracę i sil­nie przy nich trwać.

Pierwsza grupa jest łatwa w adap­ta­cji i prak­tycz­nie nie wyma­ga­jąca wysiłku, ma ona swoje minusy — jest bar­dzo pod­stępna. Zdarza się, że zmiany te nastę­pują powoli, nie­zau­wa­żal­nie, pod wpły­wek cze­goś lub kogoś. I nie zawsze są to zmiany na dobre… Zmiany te mogą pro­wa­dzić wręcz do odmie­nie­nia nas samych na takim pozio­mie, że zatra­camy w czę­ści to kim jeste­śmy. Podstępnie, gdyż jak już zorien­tu­jemy się co się stało — zmiana już zaszła. Podstępnie, gdyż w jakiś spo­sób działo się to za naszym bez­gło­śnym przy­zwo­le­niem i akceptacją.

Czasami wpada się tu w pułapkę, z któ­rej ciężko się wydo­stać, gdyż odzy­ska­nie sie­bie wymaga wysiłki i jesz­cze więk­szej pracy — wpa­damy w zmiany z grupy drugiej.

Zmienianie się świa­dome, cięż­kie i żmudne. Mając cel i dążąc do niego, dzień w dzień, minuta w minutę — pamię­ta­nie o tym że coś robimy, że w czymś trwamy.

Nie jest to pro­ste… nie jest to przy­jemne, czę­sto z regre­sjami… Dużo prób nie koń­czy się wcale, część tylko poło­wicz­nie. Ale są to zmiany, po osią­gnię­ciu któ­rych jeste­śmy z sie­bie dumni.

Dużo pro­ściej jest się zmie­niać kiedy ma się wspar­cie zaufa­nych osób, czę­sto bli­skich. Ale jak to zawsze bywa, i tu jest róż­nie. Znajdują się tacy, co w imię moty­wa­cji potra­fią dopro­wa­dzić do kata­strofy — czę­sto nie zda­jąc sobie sprawy co wła­śnie zro­bili. Zaraz ktoś powie, że jak jest silna wola zmian, to nikt na to nie wpły­nie — ale to nie jest prawda, szcze­gól­nie jak jest to osoba, któ­rej bar­dzo ufamy. Przypomina mi się od razu stare hasło „… Boże broń mnie przed przy­ja­ciółmi, z wro­gami sobie pora­dzę…”.

Dlaczego o czymś takim piszę? Z kilku powo­dów, raz żeby upo­rząd­ko­wać swoje myśli i reflek­sje, dwa że mia­łem ostat­nio kilka bar­dzo cie­ka­wych roz­mów, kiedy zoba­czy­łem oba typy zmian — jak bar­dzo jaskrawe i znane.

Zmiany powolne, i dobre i złe… zmiany cięż­kie — zakoń­czone i porzucone.

Budujące jest to jak ludzie zmie­niają się na dobre pod wpły­wem kogoś komu ufają, kogoś kto ich sza­nuje i nigdy nie wyko­rzy­sta. Radość daje jak się widzi osobę, która nie wie­działa co ma ze sobą zro­bić, na skraju cał­ko­wi­tego zała­ma­nia, która zaczyna się śmiać, cie­szyć… nie boi się wyjść z domu. Uśmiech na twa­rzy i otwar­tość na innych — tak bar­dzo zaraźliwe!

Po dru­giej stro­nie szali są jed­nak i smutne rze­czy… kiedy ktoś poświęca się dla kogoś, poświęca sie­bie, swoje życie, zain­te­re­so­wa­nia i marze­nia. Zmiana dla kogoś i pod wpły­wem kogoś… Jak obser­wuje się coraz więk­szy smu­tek i dystans do świata. Zaklęte koło, spi­rala pro­wa­dząca w dół i w dół. Kiedy czło­wiek traci siły i ciężko mu już nawet powie­dzieć czego tak naprawdę chce — zapo­mniał o tym, że może chcieć, żądać — że może żyć! Wtedy widać tak jaskra­wie, czy ma się przy­ja­ciół, czy jest ktoś kto wskaże drogę, wstrzą­śnie i pomoże.

I widać zmiany, jak ludzie dum­nie, z pod­nie­sio­nym czo­łem — wie­dzą że swoją ciężką pracą i wiel­kim wysił­kiem osią­gnęli cel… Cel o któ­rym cza­sem nikt nie wie, ale widać jak ta droga odbiła się na twa­rzy i cha­rak­te­rze. Ta pod­bu­dowa, wzmoc­nie­nie pew­no­ści sie­bie — ten dystans do pro­blemu i wie­dza, że wie jak coś poko­nać. Widać jak to zmie­nia też spo­sób postrze­ga­nia świata, jak ta wie­dza i doświad­cze­nie zmie­niają osobę, awan­sują ją — teraz jest kimś kto wie.

By mieć pełen obraz powi­nie­nem teraz opi­sać te nie­do­koń­czone i porzu­cone zmiany, kiedy bra­kło siły lub moty­wa­cji. Ale nie, nie będę — bo to nie zawsze jest coś stra­co­nego, cza­sem jest wstę­pem, cza­sem jest tylko prze­rwą. Znam rów­nież takie przy­padki, kiedy pod­ję­cie decy­zji wystar­czyło — że to było tą konieczną zmianą — w umy­śle. Wtedy kiedy nagle, czło­wiek zaczyna dostrze­gać, że jest coś przed nim, widzi nadzieję. Kiedy ma szansę zamknąć roz­li­cze­nia z prze­szło­ścią i wie­dzieć że nie ma powrotu. Ten spo­kój wewnętrzny, ta lek­kość i cza­sem radość… prze­cież nie było zmiany, była tylko decy­zja o jej rozpoczęciu…

więcej...

lekka zupa-krem z kalafiora

Opublikowane dnia 19 marca 2012 kategoria kuchnia | 2 komentarzy

20120320 084620 lekka zupa krem z kalafiora

Są takie dni, kiedy nie mm pomy­słu co ugo­to­wać… A dziś aku­rat zbie­gło się to z pusta lodówką.
Pusta lodówka bar­dzo moty­wuje do diety! Z dru­giej strony, dzięki temu mam w więk­szo­ści świeże produkty.

Jako zapas „na czarna godzinę” w zamra­żarce zna­la­złem opa­ko­wa­nie kala­fiora. Czemu nie?
W małym garnku zano­to­wa­li­śmy wodę, lekko oso­li­łem i wrzu­ci­łem około połowy paczki.
Po kilku minu­tach ugo­to­wane różyczki kala­fiora prze­rzu­ci­lem do blen­dera (nie odsą­cza­łem, wyją­łem łyżką cesza­kową, nie wyle­wa­jąc wywaru).
Dodalem przy­prawy: sól, pieprz, odro­binę lub­czy­uku, i dosłow­nie muśnie­cie gałki musz­ka­ta­ło­wej, wszystko zala­łek 35 łyz­kami wywaru. Lekko zmie­li­łem (pul­sa­cyj­nie). Teraz doda­łem 250ml jogurtu, jesz­cze raz zmie­li­łem, doda­jąc wywar w miarę potrzeb by uzy­skać kon­sy­sten­cję kre­mo­wej zupy i pozbyć się grudek.

W miseczce, kem posy­pa­łem drobni pokro­joną pietruszką.

Zupa sma­ko­wala wyśmie­ni­cie z grilowaną/tostowaną kromką chleba, jesz­cze smacz­niej­sza byłaby z grzan­kami — ale to dla tych co nie są na diecie.

Smacznego!

więcej...

pieczeń z indyka

Opublikowane dnia 4 marca 2012 kategoria kuchnia | brak komentarzy

Obiad na szybko, deli­katny i dietetyczny.

  • 3035 dag mięsa z piersi indyka
  • 1 duża papryka
  • 1 mała cukinia
  • 12 jajka
  • 3 ząbki czosnku
  • pieprz, sól, przy­prawy do smaku
  • 23 łyżki bułki tartej

Paprykę i cuki­nię zmie­li­łem w maszynce do mięsa (naj­więk­sze sitko), deli­kat­nie odci­sną­łem aby pozbyć się nad­miaru wody. Następnie do tego samego pojem­nika zmie­li­łem mięso z indyka razem z czosnkiem.

Do masy doda­łem jajka i przy­prawy, po wymie­sza­niu doda­łem bułke tartą.

IMG 19921 535x400 pieczeń z indykaWarto masę na pie­czeń paę minut wymieszać/wyrabiać — nabie­rze lep­szej kon­sy­sten­cji i nie będzie się roz­sy­py­wać po upieczeniu.

Wyrobioną masę prze­kła­damy do naczy­nia żaro­od­por­nego lub foremki wysma­ro­wa­nej oliwą i posy­paną odro­biną bułki tartej.

IMG 1993 535x400 pieczeń z indykaPieczemy 4045 minut w tem­pe­ra­tu­rze 160170°C.

IMG 1997 535x400 pieczeń z indykaPo lek­kim prze­sty­gnię­ciu pie­czeń można wyjąć (ale nie trzeba. można kroić i prze­cho­wy­wać w naczy­niu żaro­od­por­nym czy foremce).

IMG 2002 535x400 pieczeń z indykaPodawać można ją z sałaką, ziem­nia­kami czy chle­bem. Po osty­gnię­ciu, pie­czeń w pla­ster­kach ide­al­nie nadaje sie na kanapki.

IMG 2004 535x400 pieczeń z indykaSmacznego!

więcej...
Strona 1 z 612345...Ostatnia »