moda czy potrzeba

Opublikowane dnia 1 marca 2015 kategoria Uncategorized | brak komentarzy

Coraz czę­ściej spo­ty­kam się z tym, że ktoś robi w domu coś, co do tej pory kupo­wał w sklepie…

Parę lat temu, takim „hitem” było pie­cze­nie chleba… a teraz? Teraz prak­tycz­nie wszystko. Ogłaszane są rewo­lu­cje spo­żyw­cze, piwne czy grupy maj­ster­ko­wi­czów. Nawet zakupy — kiedy zbie­rają się lokalne grupy i kupują pro­dukty hurtowo.

Wypieki, sery, wędliny czy alko­hole — to pierw­sza z grup, druga to ubra­nia, a trze­cia to ręko­dzieło. Oprócz tego coraz wię­cej dro­bia­zgów z drewna czy pla­stiku robio­nych w domu. Coraz wię­cej małych i drob­nych rze­czy elektronicznych.

Ciężko mi oce­niać każdą z tych grup, ale sam widzę jak wpa­dłem w ten nurt robie­nia cze­goś samemu.

Czemu ludzie to robią? Nie mam poję­cia, ale wiem czemu ja robię. Po pierw­sze, jest to cią­głe pozna­wa­nie i udo­wad­nia­nie sobie, że się potrafi. Po dru­gie — satys­fak­cja z dobrze zro­bio­nej roboty. A po trze­cie… czę­sto dostaje się pro­dukt wyż­szej jako­ści niż kupny.

O ile pierw­sze dwa są bez­dy­sku­syjne, o tyle trzeci powód bywa subiek­tywny, ale od czego są zna­jomi by poma­gali oceniać?

Jogurt kupiony w skle­pie — jest od razu dobry i dostępny od ręki, domowy… na to trzeba zwy­kle parę dni pocze­kać. Czy jest smacz­niej­szy? Wydaje mi się, że tak ale obiek­tyw­nie dużej róż­nicy nie ma — w końcu mleko było kupione w skle­pie. Niektórzy powie­dzą, że w domo­wym nie ma dodat­ków, nie ma sztucz­nej skro­bii, mleka w proszku — no nie ma.

Domowa wędlina? Też zależy do czego porów­nu­jemy. Jak do tej super­mar­ke­tów, to raczej nie ta liga, ale do pro­duk­tów regio­nal­nych — tu może być mniej­sza róż­nica. Prawdziwe wędze­nie, czy to na zimno czy cie­pło, nie da się porów­nać do prze­my­sło­wego natry­ski­wa­nia farbą. Ale nie­któ­rym bra­kuje wil­got­no­ści i gala­re­to­wa­to­ści „komer­cyj­nych” wędlin, szpi­ko­wa­nych solanką czy algami.

Piwo? No jest inne, czy to robione z gotow­ców, czy eks­trak­tów albo zacie­rane z żywego słodu. Ma swo­ich prze­ciw­ni­ków i zwolenników.

Domowe wina i desty­laty? Też są, i to nawet dużo, mimo głu­piego prawa, które nie pozwala na desty­la­cję dla siebie.

Co jest powo­dem tego, że nagle dużo ludzi decy­duje się robić coś samemu?

Cena? Chyba nie, bo robie­nie wszyst­kiego z jako­ścio­wych pro­duk­tów kosz­tuje. Mleko na jogurt — kosz­tuje pra­wie tyle ile kupny jogurt, a prze­cież domowy trzeba jesz­cze zro­bić (a czas też pie­niądz). Pół litra domo­wego piwa z gotowca, zaczyna się od 2.50 zł (nie wli­czam w to kosz­tów sprzętu). Ale dobre domowe piwo, bywa droż­sze — od 10 do 30 zł za butelkę (jako­ściowe słody, mar­kowe droż­dże). Chleb domowy też jest droż­szy, bo robi się go mało, przez co koszta wypieku są olbrzy­mie, przy małych kosz­tach produktów.

Jakość? Raczej tak, ale prze­cież nie zawsze, czę­sto przy­myka się oko na małe czy więk­sze wady — „prze­cież to jest domowe”.

Więc chyba coś innego… zaufa­nie? Przy tym co się wokół dzieje i o tym co wycieka do prasy, prze­sta­jemy wie­rzyć pro­duk­tom w sklepach.

Afery z nie­świe­żym mię­sem, dziw­nymi dodat­kami do pro­duk­tów, oszu­ki­wa­nie na każ­dym kroku — to jest chyba coś co zaczyna się uzewnętrzniać.

Ciężko jest nam wal­czyć o swoje, mało kto będzie pro­te­sto­wał przed super­mar­ke­tem, że przez ich poli­tykę cenową, pro­du­cenci tną jakość i cenę gdzie tylko mogą. Wiara w poli­ty­ków też wyga­sła, bo oni jak już coś zro­bią to będzie albo na opak, albo zro­bią lepiej wszyst­kim, ale nie nam konsumentom.

Czy nie pro­ściej było by znieść wszyst­kie zakazy i niech prze­trwają myślący. To w szcze­gól­no­ści do wszyst­kich ostrze­żeń „kawa w kubku jest gorąca” czy „nie rób tego w domu”. Kiedyś tego nie było i wszystko działało…

Wracając do tytułu — tak mody jest tu wiele — ale coraz jaśniej widać potrzebę i brak naprawdę dobrych pro­duk­tów. Kiedyś wyznacz­ni­kiem jako­ści była cena, a dziś cena jest jed­nym z narzę­dzi mar­ke­tin­go­wych: nie można dać zbyt niskiej ceny, bo ludzie nie kupią myśląc że coś ma słabą jakość.

W blu­ecity orga­ni­zo­wane są jar­marki regio­nalne, gdzie sprze­da­wane powinny być pro­dukty jako­ściowe. No cóż, jest to też w więk­szo­ści for­muła mar­ke­tin­gowa, sam widzia­łem jak na wielu sto­iskach roz­pa­ko­wy­wane są wędliny z Makro i sprze­da­wane jako „domowe”. Jeszcze parę lat temu, sto­su­nek sto­isk z „domo­wymi” i regio­nal­nymi pro­duk­tami był na korzyść jako­ści, teraz ciężko zna­leźć dobre pro­dukty. Wędzone ryby — gdzieś z hur­towni, miody pośled­niej jako­ści, prze­twory robione gdzieś na wielką skalę, t tylko ze zmie­nioną naklejką (albo i nie). Zniknęły wędliny i ryby wędzone na zimno, chleby na zakwa­sie i bez polep­sza­czy. Nie ma już pier­ni­ków, które robione były ponad mie­siąc, nie ma praw­dzi­wych mazur­ków. Są za to obrazy z Papieżem, szkiełka na dru­tach i chińsz­czy­zna z pod­ro­bio­nymi metkami.

Ale mimo tego, w szczy­cie nie da się prze­ci­snąć mię­dzy sto­iskami, mimo wszystko znaj­duje się wielu chęt­nych, może wła­śnie dla­tego poja­wia się pospo­lite rusze­nie i domowe wyroby — bo nie ma jak z tym wal­czyć, a ciężko jest odbu­do­wać zaufanie.

Więc ja popie­ram rewo­lu­cje domowe. Jeżeli ktoś chce wymie­niać bar­te­rowo praw­dziwe domowe pro­dukty — dopisz­cie mnie do listy chętnych.

więcej...

hobby

Opublikowane dnia 23 lutego 2015 kategoria Uncategorized | brak komentarzy

Źle się dzieje, jak hobby staje się pracą, która zabiera z tego hobby radość… trzeba wtedy jak naj­szyb­ciej szu­kać nowych zain­te­re­so­wań. Nie zawsze by się tym bawić, ale by ode­rwać i zła­pać choć odro­binę dystansu.

Czytałem nie­dawno arty­kuł, gdzie opi­sano przy­padki ludzi popa­da­ją­cych w depre­sję, któ­rej nikt z oto­cze­nia nie dostrze­gał. Zastanowiło mnie jak wiele osób prze­cho­dzi przez takie sytu­acje, na ile zda­jąc sobie sprawę z tego co się dzieje a na ile nie.

W Polsce, nie­stety, świa­do­mość tego, że psy­cho­lo­dzy czy psy­chia­trzy są potrzebni zwy­kłym ludziom a nie tylko psy­chicz­nie cho­rym, jest mała. Cały czas odbiór pomocy psy­cho­loga, odbie­rany jest nega­tyw­nie — albo jako wielka ułom­ność albo fana­be­ria boga­tych. I tak Ci, co pomocy potrze­bują, wsty­dzą się albo wręcz boją o tę pomoc popro­sić. Inni, pró­bują sami sobie z tym radzić — z róż­nymi wynikami.

Parę lat temu, odczu­łem na sobie co to jest depre­sja i jak bar­dzo potrafi w życiu zamie­szać… przez to wyczu­lony jestem na jej objawy wśród zna­jo­mych. Trudno jest prze­ko­nać kogo­kol­wiek na wizytę u spe­cja­li­sty. Przebrnięcie przez war­stwy ste­reo­ty­pów, prze­ła­my­wa­nie zaha­mo­wań, czy prze­ko­na­nie, że nie spła­wia się kogoś, tylko w naj­uprzej­miej­szy spo­sób stara się komuś pomóc — potrafi wykoń­czyć — i fizycz­nie, i psychicznie.

Wracając do hobby — u mnie musi być. Muszę mieć coś co pozwoli mi na ode­rwa­nie się od zwy­kłych codzien­nych czyn­no­ści. Raz na tydzień, dwa — trzeba się ode­rwać, zro­bić coś innego, coś o czym można poroz­ma­wiać i nie będzie zwią­zane z żad­nymi obo­wiąz­kami czy pracą.

Więc, jeżeli komuś zacznie prze­szka­dzać, że będę za dużo opo­wia­dało o jakiejś elek­tro­nice, dru­kar­kach 3D, warze­niu piwa czy innych… to wybacz­cie - dla mnie to jest wła­śnie odskocznia.

Ostatnie mie­siące nie były pro­ste, ach, ostat­nie kilka lat by można powie­dzieć, ale cie­szę się tym co się dzieje, odnaj­duję rado­ści w małych rze­czach — a w sumie to chyba jest najważniejsze.

więcej...

dziwne dni

Opublikowane dnia 13 sierpnia 2014 kategoria Uncategorized | 3 komentarzy

Czasem przy­cho­dzi reflek­sja, nad tym kim się jest i co się w życiu osią­gnęło. Niekoniecznie jako jakaś depre­sja, ale bar­dziej jako pod­su­mo­wa­nie — próba okre­śle­nia gdzie się jest.

Ostatnie dni były bar­dzo cięż­kie, i mimo że smu­tek do ziemi przy­ci­skał — znaj­do­wa­łem jakąś dziwną siłę do dzia­ła­nia… ale chwila bez pracy, bez zaję­cia — od razu prze­cho­dziła w zadumę.

Czy coś osią­gną­łem? Czy coś po mnie zosta­nie? Czy ktoś zauważy że mnie nie ma? Jak będą mnie pamię­tać? Jak wiele bała­ganu zosta­nie po mnie?

Pytania, pyta­nia i pytania…

Rozmowy z ludźmi, wiele osób — patrzę im w oczy i zasta­na­wiam się co o mnie myślą… Jak łatwo przy nie­któ­rych utrzy­mać kamienną twarz, nic po sobie nie poka­zy­wać. Jak nie­któ­rzy — nie muszą nic mówić, a w środku wewnątrz sie­bie — roz­lega się krzyk i wycie.

I po jakimś cza­sie kolejne pyta­nia, kolejne myśli…

Co dalej? Czy samemu, czy z kimś? Komu zaufać? Po co żyć? Czy jest dla kogo? Czy jest jakiś cel?

Dziwne te ostat­nie dni, tyle śmierci, tyle bólu… tyle myśli, tyle reflek­sji… tyle wspo­mnień. Dobrze że jest sen, choć na chwilę można się ode­rwać, wyłączyć.

To takie dziwne, jak życie zmu­sza nas nagle do prze­war­to­ścio­wy­wa­nia, zmiany prio­ry­te­tów czy robie­nia tego czego nie bar­dzo chcemy zro­bić. A mimo wszystko chęć bycia sobą, chęć podej­mo­wa­nia wła­snych decy­zji a nie tylko pły­nię­cia z nurtem.

Ciężko jest być sil­nym, potra­fić sobie radzić z tymi wszyst­kimi prze­ciw­no­ściami. Zbierać się i żyć dalej. Mimo pytań, mimo wąt­pli­wo­ści, małymi kro­kami naprzód.

Odpierać wspo­mnie­nia, wal­cząc w umy­śle z „co by było gdyby”. Kwestionując sie­bie, swoje dzia­ła­nia czy decy­zje. Ciężko odna­leźć się wśród tych wszyst­kich uczuć, które miały z cza­sem wyga­sać czy tych które były i dalej drążą duszę. Czy można zapo­mnieć o uczu­ciach? Czy naprawdę czas leczy? Kiedy?

Czy kie­dyś będzie lepiej? Czy da się zapomnieć?

Czasem mam wra­że­nie, że żyje się dla kogoś, a mniej dla sie­bie — że wtedy to ma sens. I jakoś tak dziw­nie patrzy się na osoby, które myślą tylko o sobie. Czy oni mają rację? Czy ja się zawsze myliłem?

I znów poja­wiają się pyta­nia o sens i cel życia.

Kolejne myśli, kolejne tematy… zacza­ro­wany krąg, z któ­rego ciężko się wyrwać.

więcej...

złość i bezsilność

Opublikowane dnia 12 kwietnia 2014 kategoria Uncategorized | brak komentarzy

budzi się czło­wiek cza­sem w nocy i myśli… zasta­na­wia się…

co kie­ruje innymi, jakie mają cele, jak je chcą osią­gnąć — jakim kosz­tem i co robiąc…

Najprościej jest chyba zro­zu­mieć bez­względne osoby — takie które wie­dzą czego chcą i wia­domo, że zro­bią wszystko by ten cel osią­gnąć. Zwykle doty­czy to spraw mate­rial­nych ale nie zawsze… takim oso­bom chyba jest wtedy naj­ła­twiej zaufać, gdyż wia­domo że cokol­wiek zro­bią, czy mając do wyboru różné sce­na­riu­sze — zawsze wybiorą ten naj­ko­rzyst­niej­szy dla nich.

Potem mamy ludzi któ­rzy są zwią­zani swoją moral­no­ścią, mają dyle­maty, zasta­na­wiają się — tu już dużo trud­niej jest oce­niać, dużo trud­niej prze­wi­dzieć. Nie wia­domo czy zwy­cięży żądza czy morale, ale mniej wię­cej zna­jąc te osoby można z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa zna­leźć obszary w któ­rych jedno z dwojga będzie silniejsze.

No i mamy trze­cią grupę — Ci co mówią, że robią coś „dla Twojego dobra” — cał­ko­wi­cie nie­prze­wi­dy­walni… w zależ­no­ści od tego co sobie wymy­ślą czy jak dziś będą moty­wo­wać swoje czyny i dzia­ła­nia — takie będą podej­mo­wać decyzje.

Smutne to jest, że wła­śnie dzia­ła­nia „w dobrym celu” dru­giej osoby są zwy­kle dzia­ła­niami dla nich nie­ko­rzyst­nymi. Nie rzu­caj­cie we mnie kamie­niami za te słowa — ale tu nie zali­czają się osoby, które są oddane dru­giej oso­bie i na przy­kład z miło­ści zro­bią wszystko dla niej — takie osoby zali­czają się do pierw­szej z grup!

Skąd takie nega­tywne nasta­wie­nie? Może z doświad­cze­nia? Jakoś ostat­nio dużo poja­wia się dzia­łań, które są dla naszego dobra… i to pry­wat­nie i to na kra­jo­wym szcze­blu (aby daleko nie szu­kać: pod­słu­chy w imię naszej wol­no­ści, prze­rzu­ca­nie pie­nię­dzy z komer­cyj­nych fun­du­szy do zus-owskiej czar­nej dziury itp.)

Dlaczego o tym piszę? Bo zawsze agre­syw­nie reaguję jak ktoś stara się mną mani­pu­lo­wać, bym myślał tak jak ktoś chce, prze­krę­ca­nie fak­tów, zrzu­ca­nie odpo­wie­dzial­no­ści, pre­ten­sje czy wyrzuty. Nienawidzę mani­pu­la­cji, nie zno­szę kłamstw… Jeżeli ktoś podej­muje decy­zje — musi się liczyć z kon­se­kwen­cjami. Nie można ocze­ki­wać, że kto inny po nich posprząta i naprawi to co popsute. Dlaczego ludzie nie biorą odpo­wie­dzial­no­ści za swoje czyny? Czy to takie trudne? Czasem zwy­kłe przy­zna­nie się do błędu i po pro­stu wyja­śnie­nie sprawy potrafi zdzia­łać cuda. Czasem trzeba się napra­co­wać, po to tylko by tylko odzy­skać sza­cu­nek innych, cza­sem ciężką pracą i chę­ciami da się nawet rze­czy napra­wiać… Ale no bez prze­sady nie ocze­kujmy, że rzu­ca­nie fochem, i wma­wia­nie innym że to oni dopro­wa­dzili do cze­goś co jest kon­se­kwen­cją naszych dzia­łań roz­wiąże sprawę.

Podobno mil­cze­nie jest trak­to­wane jak przy­zwo­le­nie… dla­tego piszę wszem i wobec — nie nie zga­dzam się, nie pozwolę by mi zarzu­cano coś czego nie zro­bi­łem, nie wezmę odpo­wie­dzial­no­ści za dzia­ła­nia i decy­zje innych. Jeżeli ktoś się z tym nie zga­dza — może mi to powie­dzieć w twarz — jestem pewien, że nie znaj­dzie żad­nego argu­mentu by mnie przekonać.

Najgorsze, jest to, że nie­któ­rzy mylą uprzej­mość z ule­gło­ścią. Jeżeli robię coś dla kogoś, robię mu uprzej­mość, przy­sługę — to robię — jest to moja świa­doma decy­zja i liczę się z jej kon­se­kwen­cjami, jed­nakże jak już ktoś stara się to nad­użyć — dziwi się że dostaje nega­tywną odpo­wiedź… no prze­pra­szam, co to jest? Może nie zawsze myślę „co ja z tego będę miał” — ale w końcu i takie pyta­nie trzeba zadać. Jakiekolwiek kon­takty, związki czy przy­jaź­nie bazują na jakiejś wymia­nie — czy to uczyć, rze­czy czy czynów/usług… nawet miłość która jest jed­no­stronna nie prze­trwa — musi być jakaś reak­cja zwrotna, która drugą stronę będzie zado­wa­lać. Każda uprzej­mość ma swoje granice…

Więc jeżeli do kogoś się nie odzy­wam, to nie zna­czy że to jest nieme przy­zwo­le­nie, cza­sem po pro­stu to co się dzieje, prze­ra­sta moje poj­mo­wa­nie i nie mam poję­cia co odpo­wie­dzieć w cen­zu­ral­nych sło­wach… jeżeli jesteś w takiej sytu­acji (nie, nie­ko­niecz­nie ze mną) to postaw się w roli tej dru­giej osoby, zasta­nów się czy to co robisz nie jest mani­pu­la­cją, nie jest czymś co tę drugą stronę rani czy też jest jej dokucz­liwe… zasta­nów się i posta­raj się odwró­cić swoje słowa — może wtedy po zada­niu sobie pro­stego „co ja z tego mam”, nadej­dzie olśnie­nie i będziesz wie­dzieć co tak naprawdę powie­dzieć i jakie są te pierw­sze kroki do prze­rwa­nia milczenia.

więcej...

so true…

Opublikowane dnia 20 października 2013 kategoria Uncategorized | jeden komentarz

z odro­biną humoru :)

aYb4dwN_700b_v2

więcej...

nie mogę się nasłuchać

Opublikowane dnia 2 września 2013 kategoria życie | brak komentarzy

słowa tej pio­senki bar­dzo mi się spodobały…

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=d52qNS6-uEk[/youtube]

Happysad — Zanim pójdę

Ile jestem ci winien?
Ile poli­czy­łaś mi za swą przy­jaźń?
Ale kiedy wszystko już oddam, czy
będziesz szczę­śliwa i wolna czy…
będziesz szczę­śliwa i wolna czy…
Ale zanim pójdę, ale zanim pójdę,
ale zanim pójdę chciał­bym powie­dzieć ci, że:


Miłość to nie plu­szowy miś ani kwiaty.
To też nie dia­beł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno pła­cze
a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość — kiedy jedno spada w dół,
dru­gie cią­gnie je ku górze.


Ile jestem ci winien?
Ile poli­czy­łaś mi za swą przy­jaźń?
Ile były warte nasze słowa,
kiedy pró­bo­wa­li­śmy wszystko od nowa?
Kiedy pró­bo­wa­li­śmy wszystko od nowa?
Ale zanim pójdę, ale zanim pójdę,
Ale zanim pójdę chciał­bym powie­dzieć ci, że:


Miłość to nie plu­szowy miś ani kwiaty.
To też nie dia­beł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno pła­cze
a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość — kiedy jedno spada w dół,
dru­gie cią­gnie je ku górze…


Ale zanim pójdę, ale zanim pójdę,
Ale zanim pójdę chciał­bym powie­dzieć ci, że:


Miłość to nie plu­szowy miś ani kwiaty.
To też nie dia­beł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno pła­cze
a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość — kiedy jedno spada w dół,
dru­gie cią­gnie je ku górze…


Miłość to nie plu­szowy miś ani kwiaty.
To też nie dia­beł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno pła­cze
a dru­gie po nim ska­cze.
Miłość to żaden film w żad­nym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość — kiedy jedno spada w dół,
dru­gie cią­gnie je ku górze…

więcej...

wspomnienia

Opublikowane dnia 18 sierpnia 2013 kategoria życie | brak komentarzy

wspo­mnie­nia

są w życiu chwile, o któ­rych chce się zapo­mnieć.
zamknąć drzwi prze­szło­ści, nigdy już do nich nie wracać.

by wię­cej bólu nie czuć, by spo­kój zago­ścił w duszy.
zamknąć i klucz wyrzu­cić, zatrza­snąć i nie powrócić.

nie ma rado­ści i szczę­ścia, nie ma przy­szło­ści,
kiedy wspo­mnie­nia wra­cają i zale­wają oczy rzeczywistości.

choć ciężko jest się pogo­dzić, cza­sem powal­czyć trzeba,
dło­nią, łok­ciem, kola­nem — zamknąć drzwi do wspomnienia.

zamknąć i klucz wyrzu­cić, zamknąć na cztery spu­sty,
by spo­kój duszy odzy­skać, by blask rado­ści zabłysnął.

zamknij drzwi szczel­nie, by myśli… wspo­mnie­nia…
nie wypeł­zły szcze­li­nami czy dziurką od klucza.

zamknij i nie pod­glą­daj… tam z dru­giej strony jest odchłań.
pełna myśli i wspo­mnień, pełna emo­cji i łez.

zapo­mnij o zdję­ciach, o listach, nie budź potwora,
niech zaśnie za drzwiami i śpi już na zawsze.

niech złu­dze­nie siły czy wiara w sie­bie,
nie budzą pew­no­ści u ciebie…

każde pęk­nię­cie, jest więk­sze niż wygląda,
pamię­taj o kro­plach drą­żą­cych skałę…

naj­mniej­sze wspo­mnie­nie może popchnąć kamy­czek,
który lawinę wywoła i postrzępi duszę.

nie daj się ponieść — dusza twa jest kru­cha,
dbaj o nią i ostroż­nie patrz na wspo­mnień ducha.

Warszawa 18.08.2013

więcej...
Strona 1 z 612345...Ostatnia »